Route 66

03:05

Route 66 to miejsce, które w Stanach chciałam zobaczyć najbardziej na świecie, więc logiczne też, że nie mogłam się go doczekać aż je zobaczę, a już tym bardziej, jak przejadę się tą słynną drogą. Tak szczerze, to w tej ekscytacji to bym ją nawet przebiegła. Skakałam na fotelu jak jakaś dzika od momentu, kiedy wyruszyliśmy z kanionu i cały czas tylko wypatrywałam znaków na Route 66. Najchętniej to bym cofnęła się w tym momencie do Chicago i przejechała całą trasę od samego jej początku, a nie tylko te niecałe 100km. Ale jak zawsze nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło- trzeba mieć powody, żeby wrócić, chociaż ja już tych powodów to mam chyba ze sto, więc kto za rok jedzie jeszcze raz ze mną?





Doga oznaczona jest   w każdym możliwym miejscu, w tym tymi słynnymi znakami na asfalcie (aczkolwiek my   zobaczyłyśmy taki tylko jeden. No nie  sposób nie zauważyć gdzie się właśnie znajdujesz. Do tego oczywiście stare miasteczka.



Na całe szczęście mamy samochód, więc każdy miał okazję prowadzić pojazd po te j historycznej drodze. Oczywiście po drodze były teksty miazgi, jak to zawsze bywa jak jedziemy dłuższą trasę. 'Zastanawiam się co jest bardziej moim domem, czy Jeep czy McDonald?', albo Monika pytająca czy krowy jedzą żwir  (moi współtowarzysze myślą, że po 1 roku znam odpowiedź na wszystkie pytania jeśli chodzi o weterynarię).



Mijaliśmy małe, stare, opuszczone stacje, pozostawione samochody (wszystkie takie piękne i się marnują, a ja bym przygarnęła!), ale też opuszczone miasteczka . W jednym z nich zatrzymaliśmy się na chwilę i... zostaliśmy na ponad godzinę. 'Miasteczko' miało swój niepowtarzalny klimat, ale w sumie bez oszukiwania, nie było to na tyle miasteczko, co 5 domków i mnóstwo starych pojazdów na środku niczego.   Do tego wielka kolekcja starych klimatycznych rzeczy, jak np. logo shella, stare automaty  na napoje i mała stacja benzynowa. Obeszłyśmy wszystko wkoło, zobaczyłyśmy wszystkie auta, do niektórych nawet dało się wejść. Tu i tam były rzeczy dziwne (zero zaskoczenia, pamiętajcie, że Amerykanie lubią dziwne rzeczy), jak np. manekin naprawiający samochód             (miało wyjść fajnie, wyszło creepy), czy czaszki porozwieszane na drzwiach.



Okazało się też, że w jednym z budynków znajduje się sklep z imitacją starego baru, a w nim pracuje przemiły pan, który nawet nas nie skrzyczał za to, że użyliśmy rzeczy , które sprzedaje jako rekwizyty do naszych zdjęć. Podszedł i zaśmiał się, że każda minuta zdjęć w nich kosztuje nas 25$ po czym odszedł śmiejąc się głośno.



W całym sklepie było mnóstwo klimatycznych rzeczy do kupienia, a wszystko w przystępnych cenach. Produkty obejmowały chyba każdą pamiątkę jaką możesz sobie wymyślić. Od kubków, kieliszków, zapalniczek, przez breloczki, po  blaszki z rejestracjami z całych Stanów. Obkupiliśmy się, pokupiliśmy prezenty i chcemy ruszać dalej, ale patrzę, że rządek motocykli stoi zaparkowany przy drodze, a że ja mam wielkie marzenie przejechać się motocyklem przez Route 66 chociaż metr to podbijam, bo co, ja nie pojadę? No to się przedstawiam, witam, nawijam, opowiadam historię mojego życia, a pan do mnie, że on nie mówi po angielsku... No to nie mogłeś mi tego powiedzieć zaraz po tym, jak się przywitałeś? Ale pokazuje mi palcem na jakiegoś innego pana, który podobno po angielsku mówi. Ja sama miałam jednak wrażenie, że nie za bardzo wiedział co do niego mówiłam, więc moje marzenie legło w gruzach, bo pan się nie zgodził, bo motocykl wypożyczony bo blablabla. No ewidentnie nie chciał, to co ja zrobię. Koniec końców, pozwolił mi na motorze tylko usiąść. Od razu widać, że to nie Amerykanie, bo gdybym to ich właśnie spotkała, to pewnie by mnie zawieźli do Los Angeles i spowrotem. To co, kolejny powód, żeby wrócić?




 Ruszyliśmy ze sklepu w stronę Kingman, w którym znajduje się muzeum Route 66. I tu zachwyt trochę oklapł, bo oczekiwałam starego, klimatycznego miasteczka, a okazało się, że jest to najzwyklejsze w świecie miasto. Do tego muzeum też było bardzo średnie, ale na nie nie ma co narzekać, bo było darmowe (prawdopodobnie dlatego, że zjawiliśmy się jakieś 30 minut przed zamknięciem).
Warto było spełnić marzenie i przejechać się tą magiczną drogą. To co, jedziemy do Las Vegas?















Zobacz również

0 komentarze