Jeden dzień w Helsinkach

21:00


Z racji tego, że już od dłuższego czasu Wizz Air proponuje bardzo tanie loty do Turku, to jest to idealna okazja, by spędzić również jeden dzień w Helsinkach. Z Turku do Helsinek dostaniecie się najtaniej autobusem OnniBus, czyli tą samą siecią, którą był Polski Bus (wyglądają dokładnie tak samo, tylko zamiast bociana mają łosia), a ceny wahają się od 1 euro do 7 euro w jedną stronę (zależy z jakim wyprzedzeniem kupicie bilet). 


W poszukiwaniu Muminków 


Ja do Helsinek przyjechałam około 10 rano i wybrałam się na śniadanie i kawę (w Finlandii parzą naprawdę jedną z lepszych kaw!). Tak naprawdę możecie zatrzymać się w jakiejkolwiek kawiarni po drodze do centrum. Ja wybrałam Paulig Kulma, gdzie za 3.90 euro zjadłam kanapkę z połową awokado (albo raczej awokado z kanapką) i wypiłam kawę za 2.50 euro. Mijałam później to miejsce ponownie i było tak samo zatłoczone jak rano. Naprawdę ciężko znaleźć stolik! Kiedy jesteście już po jedzeniu i naładowaliście baterie, to czas na zwiedzanie. Po Helsinkach możecie na spokojnie przemieszczać się pieszo, bo odległości nie są jakieś zabójcze. 


Pierwszym punktem jaki zahaczyłam jest dworzec kolejowy. Z zewnątrz to długi, brązowy budynek, a w środku znajdziecie pięknie zdobione hale. Co ciekawe, to właśnie tam znalazłam najtańsze pamiątki! 
















Z dworca udajcie się na Plac Senacki, nad którym dominuje ogromna katedra luterańska. Ustanowiono nawet prawo, że żaden budynek w centrum nie może być wyższy niż katedra. Po obu stronach placu senackiego znajdują się biblioteka, uniwersytet i pałac rządu (Dom Senatu). Zwróćcie uwagę, że wszystkie te budynki mają kolor żółty. Katedra też była wcześniej żółta, ale uznano, że przemalowanie jej całej na biało będzie bardziej spektakularne. Na samym środku placu znajdziecie pomnik Aleksandra II. 



Przechodzimy z lewej strony katedry, gdzie znajduje się wejście do środka, a później zmierzamy ku budynkom Banku Finlandii i urzędu. Na urzędzie znajdziecie piękne płaskorzeźby. Chwila oddechu i ruszamy dalej ku wybrzeżu. Jeśli będziecie mieć szczęście, to w oddali zobaczycie kilka lodołamaczy, które odpoczywają przed rozpoczęciem sezonu, a jeśli przyjedziecie w zimę, to na pewno spotkanie rybaków, którzy łowią ryby w przeręblu. 

Przechodzimy przez mostek nad kanałem, który wcześniej służył do doprowadzania towarów do centrum miasta drogą wodną, ale teraz jest już nieużywany. Naszym oczom ukazuje się Sobór Zaśnięcia Matki Bożej, czyli Sobór Uspieński - główna świątynia fińskiego kościoła prawosławnego w Helsinkach. Warto podejść do niej bliżej po schodach i wejść do środka, bo jest naprawdę imponujący. Nie ma opłaty za wejście, ale pamiętajcie uszanować modlących się tam ludzi i zachować ciszę. 



Po podziwianiu panoramy miasta z tarasu przy świątyni przechodzimy na jej drugą stronę, by parkiem miejskim im. Tove Jansson przejść pod kamienicę, w której mieszkała właśnie ta pani - autorka Muminków. W parku znajdziecie ogrodzony wybieg dla psów. Co ciekawe taki wybieg znajduje się w prawie każdym parku, ponieważ Finowie uczciwie płacą coroczny podatek za psa w wysokości 50 euro (płaci się tylko za pierwszego psa, każdy kolejny jest "wliczony" w podatek za tego pierwszego), a rząd przeznacza te pieniądze na budowę m. in. właśnie takich psich parków i atrakcji. 

Kierujcie się w stronę hotelu Katajanokka. Po drodze miniecie właśnie dom, w którym mieszkała Tove Jansson, a pod numerem piątym na ulicy Latsgatau jest szpital dla pluszowych misiów! Sam hotel, to przerobione dawne więzienie, a teraz znajdują się tam apartamenty. Wiedząc co mogło dziać się w więzieniu, to chyba nie jestem pewna, czy chciałabym się zatrzymać w takim hotelu, a Wy?



Teraz kierujemy się znów ku wybrzeżu, by dotrzeć pod młyńskie koło - SkyWheel Helsinki. Z ciekawostek, to jeden z wagoników został zamieniony na... saunę! Nie powinniście być zaskoczeni, w końcu Finowie kochają sauny. Godzina przyjemności w takim wagoniku kosztuje od 240 euro w górę (możecie być tam sami, lub w maksymalnie cztery osoby). Zwykły wagonik to koszt 12 euro. 

Zataczamy koło po mieście, zmierzamy przez nowoczesne budynki do Kamppi Chapel. Jest to dosyć magiczne miejsce, bo kaplica znajduję się tuż przy dworcu autobusowym, a więc w bardzo ruchliwym i głośnym miejscu, ale kiedy wejdziecie do środka to otoczy was... zupełna cisza. Słychać jedynie oddechy innych modlących się osób. Położenie kaplicy nie jest przypadkowe. Specjalnie ulokowano ją w takim ruchliwym miejscu, by ludzie mogli odetchnąć podczas swojego zabieganego dnia. 





Z kaplicy udajecie się już do ostatniego punktu zwiedzania na mojej liście - kościoła w skale. By to niego trafić musicie przejść prawą stroną dworca i kierować się do McDonalda, później skręcić w prawo, a później to już najlepiej pytać o drogę. Kościół nazywa się Temppeliaukio. By zachęcić młodych ludzi do przychodzenia do kościoła organizują tam nawet koncerty hard rockowe. Wyobrażacie sobie takie koncerty w naszych starych kościołach? 

Na kolację poszłam zjeść falafel do Fafa's - dosyć taniej i popularnej sieciówki z falafelami, gdzie za pitę i frytki zapłaciłam 13.40 euro. Nie tak źle jak na knajpę w centrum Helsinek. 

Generalnie Helsinki na jeden dzień jak najbardziej polecam. Myślę, że jeśli zaplanujecie tutaj więcej czasu to możecie się wynudzić, chyba, że lubicie zwiedzać muzea, bo te świadomie ominęłam, bo nie jestem ich fanką. 

Dajcie proszę znać, czy podobał Wam się wpis i chcecie więcej takich jednodniowych/ weekendowych przewodników. 


W skrócie: 
- śniadanie w Paulig Kulma 
- dworzec 
- Plac Senacki- katedra, biblioteka, uniwersytet, Dom Senatu;
- Bank Finlandii i urząd
- wybrzeże z lodołamaczami
- Sobór Uspieński 
- dom Tove Jansson
- SkyWheel Helsinki
- Kamppi Chapel
- Kościół w skale 
- obiadokolacja w Fafa's - 13,40 euro 











Zobacz również

0 komentarze